Na scenie trwa próba. Reżyser kiwa głową z zadowoleniem. - To do niczego, zróbmy to inaczej - odzywa się ktoś z publiczności, po czym wyłuszcza swoją wizję. Tak pracują w opolskich "Lalkach" nad najnowszym spektaklem.
Niebawem prapremiera "Wnyku" Roberta Jarosza. To opowieść o buncie. O chęci wyrwania się z błędnego koła zakazów społecznych, za którymi stoi zwykła ludzka obłuda i podwójna moralność. A także o wpływie wychowania rodzicielskiego na późniejsze decyzje młodego człowieka oraz na jego rozwój duchowy i społeczny. O tym, jak może się skończyć taka próba niewpadnięcia w tytułowy wnyk. - Lektura tekstu skłoniła mnie do podjęcia doświadczenia, jakim jest wpuszczenie innych ludzi na salę prób - mówi Bogusław Kierc, reżyser. I od razu zaznacza, że zdawał sobie sprawę, że ten krok nie oznacza tylko biernego uczestniczenia, by podglądnąć powstawanie spektaklu "od kuchni", ale konfrontację jego wizji ze spojrzeniem teatromanów. - Taka była rola publiki, by na gorąco komentować i wyrażać swoją opinię. Bo choć mnie dana rzecz mogła się wydawać piękna, to wcale nie musiała taka być. A w ten sposób można określić autentyczność te